Wypłosz

Wspomnienia to dziwna sprawa. Niby lepiej mieć jakikolwiek niż żadne, bo bez nich człowiek przypominałby jedynie pustą, egzystencjalną skorupę, prawdopodobnie pozbawioną poczucia sensu i zdolności do wyciągania wniosków. Pokazują, jak żyliście, co przeżyliście i jak żyjecie teraz.
Z drugiej jednak strony są też odbiciem tego, jak nędzni i beznadziejni byliście lub jesteście.
Ciekawe, nieprawdaż? Trochę to smutne, ale jednak nie całkiem. Pewne jest tylko, że prawdziwe.

Co jakiś czas, przy sprzyjających temu sytuacjach, powtarzam sobie, że nie, w żadnym razie nie będę porównywać ze sobą swoich zwierząt. Każde jest przecież na swój sposób cudowne, na świecie nie ma dwóch takich samych płatków śniegu, a ja jestem na tyle wrażliwa, że nie dam się pochłonąć złu oceniającej quasi-cywilizacji i tym podobne farmazony.
A jednak przyznaję - rzeczywistość w końcu mnie dopadła.


W wielkiej zmowie z moim tatą sprowadziliśmy kiedyś do domu szczurka, w ramach prezentu urodzinowego dla niniejszego "ja". Mama była temu absolutnie przeciwna (ponieważ "a fuj"), została jednak postawiona przed faktem dokonanym.
Zwierzak dostał na imię Biszkopt i już pierwszej nocy, kiedy zasnął mi pod bluzą, został kupiony. Czy może raczej to on kupił mnie. Nie dość, że był śliczny - biały, z szarym grzbietem i ciemnymi oczami - miał też fantastyczne usposobienie. Ciekawski, ale nie natrętny, towarzyski, czysty, inteligentny, a przy tym typowo szczurzy - porywał smakołyki z rąk, żeby z prędkością światła schować je w swojej dziupli. Ugryzł mnie tylko raz i to wyłącznie z mojej głupoty (całkiem zabawna historia), witał po powrocie ze szkoły, a jego odejście, pomimo słusznego dla Ogonka wieku, było dla mnie ciosem.

I teraz, x lat później, znów miałam przeżywać te same emocje, z nowym kompanem. Tyle że wszystko tym razem było inaczej. Dziwnie w ostatnie urodziny, kiedy w dodatku jest się w wystarczająco niedziecięcym wieku, odebrać telefon od mamy z pytaniem, czy aby nie chcę szczurka (bo przecież "a fuj"). Ponieważ zostałam obudzona, byłam ledwie przytomna i równie dobrze mogło mi się to przyśnić, więc, oczywiście, zgodziłam się. Bo czemu nie?
Blues okazał się tak diametralnie różny od Biszkopta, że nie mogłam nic poradzić na napadające mnie wrażenia, że coś jest nie tak.
Po tym, jak wreszcie udało mi się wydobyć szczurzynę z niedużego pudełka (wyjść absolutnie nie zamierzał), zobaczyłam przed sobą dziwnego białawo-kremowego wypłosza z czerwonymi patrzałkami. Moja mama za żadne skarby nie wybrałaby nic, co ma czerwone oczy, więc mogłam być prawie pewna, że świat oszalał. Potem okazało się, że nie miała okularów i po prostu nie zauważyła (shit happens). Nade wszystko chłopak był nieufny, płochliwy, nie usiedział spokojnie w jednym miejscu i przejawiał tendencje do gryzienia dłoni.
Okej, bywa, nie wszystko jest w życiu idealne.
Postanowiłam od razu wziąć się za oswajanie, zapewniłam Ogonkowi dobre warunki w przestronnym klatko-apartamencie z pieńkami, hamakami, półkami, kilkoma rodzajami ściółki i tym podobnymi drobiazgami. Chciałam, żeby miał wszystko, czego z jakichś przyczyn nie zapewniłam Biszkoptowi. I zaczęły się schody.

Chłopak nie chciał przestać gryźć dłoni i chociaż nie robił tego mocno, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś robię źle. Wyraźnie nie przepadał za głaskaniem i przebywaniem poza klatką, na dodatek wydawał się dość ślamazarny. Z Biszkoptem nie miałam takich problemów. Co jest grane?
Chociaż minęło trochę czasu od jego pojawienia się, niuchał wszystko z nerwową ciekawością, aż do przesady. Jakby składał się wyłącznie z nosa i wąsików. Bisiek, o ile wierzyć mojej pamięci, nie zachowywał się w ten sposób.
I czy kuwetka wcześniej przechodziła takim dziwnym zapachem, mimo że niedawno została wysprzątana? Dlaczego Ogon nie korzysta z hamaka, najwyższy czas, żeby się przyzwyczaił.
Powtarzałam, że Blues to zupełnie inne zwierzątko, z innym charakterem i przeżyciami, ale mimowolnie cofałam się myślami do moich doświadczeń z Biszkoptem. I byłam na siebie zła, że nie potrafię wyczuć Bluesa ani zbudować z nim tak fajnej relacji. Dopadała mnie frustracja, ponieważ traktował mnie wyłącznie jako konieczność. Nie chciał ufać, wciąż denerwował się i podgryzał. Bolała mnie myśl, że po prostu za mną nie przepada, bo żadne zwierzę do tej pory mi tego nie okazywało.
Próbowałam go zrozumieć i uparcie dążyłam do zmian, ale czasem opadały mi już ręce. Cierpliwie obserwowałam, choć moje wnętrze rozdzierało się przenikliwym "laaav me!" i przyznaję, że czasem wciąż się drze.
Idąc za ciosem, sprawdzałam, czy Bluesowi zasmakują rzeczy, za którymi przepadał Biszkopt. Część okazała się trafiona, inne nie. Zauważyłam w którymś momencie, że Chłopak nie radzi sobie z płynami. I wtedy dotarło do mnie, że on chyba po prostu nie wie, jak je zlizywać z płaskich powierzchni. Sprytnie wykorzystałam kisiel, ponieważ takie to trochę wodniste, glutowate, ale smaczne. Zanim się obejrzałam, szczurek już ładnie lizał z łyżeczki.
Od tego czasu najzwyczajniej zaczął mnie lizać po rękach. Chyba faktycznie nie wiedział, jak okazać sympatię, a moje reakcje nie ułatwiały sprawy.

Lubię szczególnie ten moment, kiedy łapie pojedynczo moje palce w swoje tycie łapki, jakby chciał mnie przytrzymać, a potem niucha i liże po dłoniach. Oczywiście zdarza mu się podgryzać (szczególnie paznokcie), ale teraz wiem, że nie jest to wcale oznaka wrogości. Wręcz przeciwnie, okazuje mi swoje zainteresowanie.
Wychyla łepek przez zawsze otwarte drzwiczki, kiedy chce sprawdzić, co robię. Przychodzi po zawołaniu. Śpi w tym cholernym hamaku. W przeciwieństwie do Biszkopta nie ucieka z jedzeniem jak poparzony. I nie potrafi stabilnie trzymać się na ramieniu, więc zwykle przyjmuję dziwne pozy, żeby nie zrobił z siebie placka oraz wyciągam ogon z oczu, nosa i uszu. Poza tym to śpioch i leniuch.
Takim go lubię, bo chociaż jest małym wyjątkowym sobą, jednocześnie przypomina mi o Biszkopcie, zupełnie go przecież nie przypominając.
To nie takie złe, porównać ich czasem.

Jak pisałam, dziwna sprawa z tymi wspomnieniami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy myślisz, że o niego nie dbam

Piecyk, którego potrzebujesz

Niuchacz