Piecyk, którego potrzebujesz

Może się wydawać, że trochę nie trafiłam z tematem, ponieważ (mocno teoretycznie) powinno robić się cieplej, ludzie chowają puchowe kurtki i wreszcie postanawiają wyprać futerkowe skarpety, ale, wierzcie mi, to ostatnio jedno z najbardziej aktualnych wydarzeń w moim życiu.
Do rodziny trafił kot, czy kocię dla ścisłości, a ponieważ to ja obecnie przebywam w domu najczęściej, naturalnie stałam się pełnoetatową niańką.

Kocinka to niespełna pięciomiesięczna przedstawicielka rasy rosyjski niebieski, Izyda Z ZIELONEGO WZGÓRZA, po naszemu Izi (Easy, jak kto woli). To drobne, marudne i absolutnie rozkoszne stworzenie, od pierwszej chwili rozpieszczane przez każdego, kto zdążył mieć z nią z do czynienia.

Nie wulkan, ale wulkanik, coś jak Taal na Filipinach. Widzieliście go choćby na zdjęciach? W 1965 roku pochłonął coś około pięciu tysięcy ofiar (o ile podstawowy research nie kłamie), a jednak, spójrzcie tylko, jest wprost uroczy.
Poza tym Izi to całkiem cwana bestia. Doskonale wie, kiedy muszę wyjść z domu albo mam jakieś ważne zadania do wykonania. I właśnie w tym momencie zaczyna się pokładać, żeby zasnąć w najdziwniejszej pozycji na dowolnej części mojego ciała. Jakby dawała do zrozumienia, że nici z planów. Ale spokojnie, nie poddaję się słodkiemu terrorowi (cóż, w większości). W każdym razie po raz pierwszy naprawdę rozumiem wymówkę "nie mogę, kot na mnie leży". He.

Trochę zaczepia Ruterka, a trochę się go boi. Z wzajemnością. Wyraźnie interesują się sobą, ale potrzebują czasu, aby się wyczuć.

Zajmuję się tymi mało przyjemnymi (dla kociny) rzeczami, jak obcinanie pazurków, przecieranie wacikiem oczu czy podawanie antybiotyków, bo tak się złożyło, że jej przyjazd zaczął się przeziębieniem. I w porządku, mogę się tym wszystkim zajmować, zawsze to robię. Od kochania jest moja mama, która po raz pierwszy od dawna ma swoje zwierzątko. Miło patrzeć, jak w końcu się cieszy. Zresztą, obecność tego dzieciaka chyba nam wszystkim wychodzi na dobre.
Jakoś mniej pusto.
To taki kompaktowy, mrucząco-wibrujący ocieplacz serc. Mam nadzieję, że długo nie przestanie grzać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy myślisz, że o niego nie dbam

Niuchacz